top of page

Czas w Ubud

  • aga1498
  • 30 mar
  • 5 minut(y) czytania

Jest poniedziałek, znaczy zaczął się tydzień, tydzień pracy dla niektórych ;-) wracamy więc do Ubud. Udało nam się znaleźć w przystępnej cenie hotelik butikowy w centrum miast. Blisko  na jedzenie, blisko na masaże, blisko na jogę. Bo z uroku Ubud chcemy przez te kilka dni pokorzystać. Zaleś korzysta od rana do 15, bo potem zaczyna pracę, ale udaje się go wyciągnąć na przerwę kolacyjną koło 20tej :-). Ja korzystam cały dzień! wsród atrakcji:


Spacery:


  • Fire Shala gdzie byliśmy na Kirtanie i na uroczystości kończącej kurs dla tych studentów, którzy wybrali wersję hybrydową (tylko 10 dni byłi z nami) - wspólnym śpiewaniu mantr, położona bardziej wsród pól, z widokiem na otwarta przestrzeń

  • Air Shala - najtrudniej było ją znaleźć  choć jest najwieksza i z całym kompleksem mieszkalnym i żywieniowym w jednym miejscu


  • Sweet Orange Trial wśród pól ryżowych. to takie miejskie pola, w zasadzie poletka małe, ale bardzo malownicze. Bardzo podobne do tych gdzie mieszkałam przez 3 tygodnie w czasie kursu.  Podobne i dosłownie za miedzą. Wyróżnia je ścieżka, która się wije pomiędzy polami i warungami zrobiona z betonowych płyt z  dedykacjami. Trochę jak aleja gwiazd, ale mniej znanych światu, za to takich, które przeszły tą ścieżka i chciały wspomóc społeczność lokalną w  jej budowie


Zajęcia jogi w Yoga Barn 


W ciągu dnia odbywa się tu pewnie koło 20tu różnych rodzajów zajęć, niektóre równolegle. Nie wiem ile sal ma Yoga Barn, ale ja sama byłam w przynajmniej siedmiu. Szkoła oferuje pełen wachlarz zajęć o różnym stopniu trudności, w różnych wariacjach tematycznych, lekkie i przyjemne, wyczerpujące, regenerujące, medytacyjne,  ciche i z muzyką (często na żywo), z emisja głosu z tańczeniem i z robieniem nic. I kombinacje wszystkiego wymienionego. Koleżanka nazwała to jogowym disneylandem. Tym razem zapadły mi w głowę zajęcia


  • joga kundalini z Rebeca —niesamowita energia zajęć i prowadzącej- pamiętałam je z poprzedniego wyjazdu i bardzo chciałam powtórzyć, tym razem czerpiąc z kręgu wsparcia, który tworzą wszyscy uczestnicy pod koniec zajęć

  • energetyzująca medytacja


  • Yin Yang Yoga z Paulem Teodo - pierwsze pół godziny na pełnych obrotach, pot się leje po sali, serca biją intensywnie. - energia Yang unosi się w powietrzu, buzuje. W drugiej części zajęć następuje wyciszenie - Yin przejmuję kontrolę, spowalnia serce i umysł przynosząc ukojenie i relaks

  • Fly high - chciałam zobaczyć jak się lata nad ziemią na drugiej półkuli - nie mają tu hamaków jak w NAYS (studio do którego chodzę w Warszawie). Tu lata się na szarfach/paskach, trochę to inne wrażenie. No i nie można się na takim pasku ułożyć do savasany, a w hamaku można! I hamak otula wtedy całego człowieka….

  • Różne odmiany Yin yogi - ta przypadła do gustu Zalesiowi - utrzymywanie pozycji przez dłuższy czas, nie można powiedzieć, ze wygodnie, ale bez aktywnego wysiłku wkładanego w ich utrzymywanie. Robotę robi grawitacja, Ty i Twoje ciało musi się „tylko” temu poddać ;-) Moje zserce skradła Emily Kruger swoimi zajęciami Yin

  • Embeded Flow - prowadzony właśnie przez Emily, ostatniego dnia mojego pobytu na Bali, pierwszego dnia po Nyepi. Embeded flow oparty był o tradycję Hatha Yogi z elementami somatic yogi. Połączenie tradycji ze współczesnością. Zajęcia rozpoczęliśmy Mantrą Gayatri wzywającą jasność umysłu, mądrość i oświecenie. To mantra z naszej ceremonii zakończenia szkolenia! Łzy poleciały jak grochy. Do tego spokojny flow  i jeszcze spokojniejszy głos Emily. Cudowne zakończenie tego wyjazdu, które pozwoliło mi docenić wszystko czego się nauczyłam, zauważyć postęp, który zrobiłam i w powolnym ruchu wyrazić siebie i wdzięczność za to że jestem!


Masaże


Rozliczne, w przeróżnych miejscach. W czasie szkolenia zupełnie nieodzowne, chodziłam niemal codziennie. Zawsze w którymś z pobliskich spa były wolne miejsca. Na uwagę zasługuje kilka


  • Przede wszystkich ratujący z sytuacji beznadziejnych, kontuzji, nadmiernego wysiłku - masaż u Nando - w małej chatce  na dole jest tylko łazienka i schody, na górze pokój do masażu. Masuje Ona, rozluźnia mięśnie, przygotowuje ciało. Potem wchodzi On trochę akupresury, trochę nastawiania, trochę magii. W grze biorą udział kamienie o różnej energii, kadzidełka, maści i olejki. Pomaga przy wielu kontuzjach. Pomaga też na duszę, bo wychodząc słyszałam że mam silne ciało, piękną duszę i zharmonizowane czakry. Żyć się chce! Nawet jak wszystko boli ;-)


  • Refleksologia u Papy, starszego Pana, który codziennie od 9 rano do 21  przyjmuje pacjentów. Umówić się nie da, trzeba przyjść i czekać. I pokrzyczeć trochę z bólu jak Papa wciska w stopy drewniane paliczki wystrugane przez siebie trzydzieści lat temu. Papa męczy też łokcie, docierając przez nie do kolan. Męczy uda, czasem lędźwie… Prawda jest taka, że przy pierwszej wizycie boli każdy punkt, który dotyka i każdy powoduje przynajmniej skrzywienie, jeśli nie szyk. Papa wtedy się cieszy i wykrzykuje jakie części ciała lub organu ten ból dotyczy. Z każdą wizyta boli mniej….ale niektóre bóliki powracają 


  • Jelatic Spa koło naszego hotelu, zaraz za rogiem. To odkrycie z pobytu w listopadzie. Faktycznie to bardziej spa niż uliczny masaż. Są szlafroki, muzyczka, owocki na koniec. Bardzo fajnie, ale oczywiście finalne zadowolenie zależy od tego do jak precyzyjnej i zdeterminowanej osoby się dotrze. I do czego ta osoba dotrze w Twoim ciele ;-)


  • Spa w hotelu Grand Sehati- zawsze chodzi się gdzieś, a tymczasem pod własnym dachem (co znacznie ułatwia dotarcie gdy na zewnątrz leje) jest wspaniałe spa! godne polecenia!


Pyszne jedzonko:


Pyszne jest chyba wszędzie i wszystko :-) Jaką kuchnię sobie człowiek nie wymyśli, to tam ma. No i bardzo dużo świetnych restauracji wegetariańskich

Z wegetariańskich (wegetarianka nie jestem, ale przez czas szkolenia trzymałam się dzielnie bez mięska)

ZEST

Plant Bistro

 xxxxx - gdzie p śniadaniu zalec można na podłodze


Z kuchni świata

japońska - xxx     - gdzie świętowaliśmy naszą 12ta rocznicę ślubu

japońska zaraz kolo naszego hotelu, z pysznym drinkiem ogórkowo-bazyliowym i liśćmi szpinaku w tempurze podawanymi jako czekadełko


Warung Siam gdzie sałatka z papai i    i    biją na głowę połowę dań w Tajlandii, zawsze smutek jak się kończą…

Warung Semestra  z przepyszna zupą z moringą, spring rollami itp

Warung - gdzie podaje się jedzenie w tradycyjny indonezyjski sposób - Nasi Kampus - czyli kupka ryżu na środku i kupki różnych innych pyszności wokół

This is Bali - elegantsze, bardziej ą i ę wydanie powyższego

Mudra Café - dobra na każdą porę dnia i okoliczność, nawet na silent disco z DJowaniem Julii, ale również na tacos z nori, pięknie podane warzywne curry oto

koreańskie

kultowe Pukako na pola h ryżowych - zakochałam się tu w sygnaturę cofce -iced latte na mleku kokosowym, mniam! w czasie szkolenia piłam codziennie!

i wiele, wiele, wiele innych….


I wszystko za niewiarygodnie małe pieniądze :-)


 
 
 

Komentarze


Post: Blog2_Post
bottom of page