Sielskie Sanur na zakończenie
- aga1498
- 9 gru 2025
- 3 minut(y) czytania
Po zgiełku Uluwatu Sanur wydaje się być zupełnie spokojne. Aut na ulicach mniej i jeżdżą jakby wolniej, piesi też bardziej się snują, skuterów jest bardzo mało. I są chodniki!. co prawda niekompletne - ale są. A czemu niekompletne? Ewidentnie teraz pracuje ekipa od kładzenia płytek tam gdzie są one prostokątne i nie trzeba nic wycinać. Wszystkie elementy ze studzienkami i wyprowadzeniem oświetlenia są na ta chwilę przerwą w chodniku. Może inna ekipa będzie odpowiedzialna za wycinanki…
Z ciekawostek na szlakach komunikacyjnych, to alejka, którą dochodzę do plaży jest obstawiona butelkami z czerwonym lub żółtym płynem . I nikogo to tu nie dziwi. Nawet mnie juz nie dziwi, bo jeden sympatyczny pan wytłumaczył, że odstrasza to psy (boją się czerwonego?) i zabezpiecza przed obsikiwaniem. A ponieważ alejka nad morze to wąska ścieżka ze ścianami po obu stronach, to jest co chronić. no i faktycznie psów nie ma i nie śmierdzi.
Na końcu tej niezbyt urokliwej ( zwłaszcza w nocy) alejki jest kiosk z kawą w którym personel ręcznie przeciska za pomocą pracy wrzątek przez świeżo zmielone ziarna kawy. Byłam tam kilka razy. /choćby dla posiedzenie w kąciku i poczekania na ta kawę. I dla obserwacji świata, tak trochę z boku.
Trzy kroki dalej, albo może pięć, jest rozłożyste drzewo pod którym toczy się część lokalnego życia - moje miejsce na śniadania i poranną kawę.
Deptak przy plaży ( ta część, którą przeszłam kilka razy) to około 3 km. Można iść brzegiem morza, można deptakiem. Prawie na jedno wychodzi ;-) Plaża prawie pusta, , jakoś ludzie giną na tej przestrzeni. Wzdłuż deptaku ciągną się restauracje i bary. Klimatycznie i w dzień i w nocy. i nawet w deszczu!
Pełno tam kafejek, knajpek, restauracji i barów..
Ba! na północnym końcu jest regularne centrum handlowe. Jakby ktoś się stęsknił za światowymi markami, to tam wszystko znajdzie. I na dodatek w klimatyzowanym wnętrzu!
Hotel wybrałam tak, żeby było blisko do najlepiej wyglądającego miejsca jogowego w Sanur. Hotel taki sobie - the 101 Bali Oasis Sanur - trochę zawilgotniały zapach w pokojach, ale reszta zupełnie poprawna…
Za to Koa Shala to strzał w dziesiątkę! nawet w dwie dziesiątki na raz!
Mała kameralna sala do jogi, bardzo fajni nauczyciele - to jedna dziesiątka. Udało mi się pójść na
Kundalini Joga - w tej odsłonie nazwałabym to technicznym podejściem do kundalini, bez odejachanego vibe który dała nam Rebeca w Ubud. Bardzo ciekawa praktyka
Morning flow z tą samą prowadzącą był dość łagodny, ale wymagający. Z resztą w tych warunkach atmosferycznych nawet mały wysiłek wydaje się być znaczący
Hathta flow - obawiałam się trochę, ale to była jedna z lepszych choć dość trudnych praktyk. To na niej poczułam jaki progres zrobiłam w ostatnim czasie :-)
I jeszcze ostatni Morning flow z prowadzącym, który nawet na sekundę nie zamknął buzi, bo albo tłumaczył co mamy zrobić, albo liczył. I próbował nas namówić do takich wygibasów, że teraz cierpię z bólu w pośladku. Prztynnajmniej wyło wesoło
Koa spa to druga dziesiątka! To spa na miarę moich potrzeba na podsumowanie wyjazdu. Po drodze były ładniejsze i brzydzę, z różnymi masażami i różnymi masażystkami. To jest perfekcyjne. W sumie nie za duże, z pięknym wystrojem, z ogromną dbałością o szczegóły… człowiek czuje się otulony troska i łagodnością.
Udało mi się korzystać z dwóch masaży - każdy przebojowy!
Chi reviver - ożywiciel chi - dość intensywny z założenia, z okładem z ciepłych ręczników w międzyczasie, ale na koniec… rozciąganie mięśni szyi za pomocą gorącego!!! ręcznika nasyconego olejkiem eukaliptusowym - bajka. i jeszcze pani masażystka dołożyła kolagenowa maseczkę na twarz….
Jeśli tamten to był bajka, to kolejny był piękną baśnią o trzecim oku… Shirodara - to pół godziny intensywnego masażu głowy i szyi - już to daje niesamowity relaks. Drugie pół godziny to błogie, rozluźniając uczucie powstałe w wyniku polewania głowy (głównie okolicy trzeciego oka) bardzo ciepłym olejem, który leniwie spływa z czoła po głowie i znosi wszelkie napięcia. Czad!
Zostanie samej na te prawie 3 dni w Sanur to też czas na podsumowanie, przemyślenie, prorozpamiętywanie tych trzech tygodni podróży. Podróży po Bali, ale przeze wszystkim podróży wgłąb siebie, podróży nowych doświadczeń, podróży po spokój i harmonię. Te p[rzemyślenia zostawiam dla siebie i najbliższych ;-)
Moim współpodróżniczkom bardzo dziękuję za wspólny czas, za śmichy chichy, za poważne dyskusje, za bycie razem i za danie przestrzeni na bycie samej, za wspaniały czas!




























































































Komentarze